Na jednej z takich platform trafiłem na mega ciekawy wątek o piractwie w grach. Ludzie pisali, że kiedyś to był standard – dzisiaj raczej wstyd się przyznać. Doskonała negocjacja, bez oceniania, każdy wrzucał swoją perspektywę. To mi się podoba – że można mieć inne zdania i nie zostać „zbanowanym”.
Ja dołączyłem do jednej takiej mikrospołeczności i jestem zaskoczony. Nie ma miliona użytkowników, ale dyskusje są dużo ciekawsze. Ludzie się znają, nie ma tego wyścigu na reakcje. Można pogadać o wszystkim – od gier po politykę – i nikt nie kasuje postów za poglądy. To właśnie rozumiem przez wolność słowa w internecie.
Czasem się zastanawiam, czemu większość ludzi nadal siedzi w tych zamkniętych systemach. Przecież są już alternatywy dla Facebooka i podobnych. Jasne, może mniej wygodne, ale za to więcej swobody i mniej "patrz, co dziś wypromowaliśmy".